Pomorski Przewodnik Turystyczno - Krajoznawczy.

Czytaj więcej

Zapraszam do czytania, oglądania i komentowania

Jaro Reski
Czytaj więcej

Podziel się swoją historią, czekam na listy

Jaro Reski
Czytaj więcej

Złota przyroda Pomorza Zachodniego w naszej fotogalerii

Kraina Poplątanych Dróg
Czytaj więcej

Zapraszam do czytania, oglądania i komentowania

Jaro Reski
Czytaj wiecej

Tu, gdzie słońca blask...i morza szum

Kraina Poplatanych Dróg

Monday, 19 September 2022

Kolejarz przed ratuszem w Stargardzie


 O kolejarzu stojącym na środku Stargardu opowieść prawdziwa.
Oj, ludziska kochane – wy nie wierzcie w te baje, że ktoś wam tego kolejarza odlał z brązu i postawił przed ratuszem na zlecenie magistratu dla waszej uciechy. Już dawno te czasy minęły, kiedy prostemu ludowi roboczemu pomniki stawiano. A i czegóż ten kolejarz na środku miasta lampą świeci, a nie pod dworcem PKP, a…?! A naprawdę było tak…
Służyła na stargardzkich kolejkach wąskotorowych – na trasie do Ińska i do Dobrej – jedna taka stara dziadyga, co za nic w świecie nie chciała odejść na emeryturę. Wiek ustawowy dawno nadszedł, a on dalej trwał na posterunku. Pan naczelnik zgodnie z prawem już lata temu powinien był odprawić starucha na zieloną łączkę, lecz że był człekiem nieco tchórzliwym, nie czynił tego. Dziadyga skutecznie zastraszał go argumentem, że jeśli odejdzie on, to za nim ruszą pozostali – i ci młodzi i krzepcy też. Gryzł się tedy pan naczelnik dniami i nocami straszliwie. Spać nie mógł, przez co majątek zostawiał w niemoralnych agencjach. Trawił zaś jedynie wtedy, gdy posiłkował się dużymi ilościami wspomagających płynów trawiennych marki „Gorzka Żołądkowa”. Słowem: cierpiał niewysłowione katusze. Aż wymyślił genialne rozwiązanie: jednym pociągnięciem pióra zlikwidował podstargardzkie kolejki wąskotorowe. I na wszelki wypadek załatwił sobie służbowego kopa w górę, do Wsiawy, czy jakoś tak… Nie miała tedy zredukowana dziadyga już kogo straszyć. Ale taki prosty chłopek nie popuści tak łatwo i zawsze pójdzie po rozum do głowy. Tako i zjawił się on przed obliczem prezydenta Stargardu, jęcząc niczym zarzynana na jego oczach linia wąskotorowa: „Paniewadza, zróbże pancoś!”. „Ale ja ni mogie… Cu ja mogie…? – głowa miasta bezradnie rozłożyła ręce – To ni w mojij kompytencji”. Taka odpowiedź jedynie rozsierdziła starego kolejarza: „Jakto?! – zawołał – Jesteśpan wadza, czynie?!”. I zagroził, że jak wadza nie uratuje wąskotorówki, to on stanie jak zamurowany, jak kamień twardy, stanie przed starym ratuszem i póty świecić będzie urzędnikom w oczy kolejarską latarką, póki na nie nie przejrzą. I tak też się stało…
Dziś już chyba nie ma żadnej nadziei na powrót wąskotorówek, zatem mieszkańcy Stargardu nie muszą się obawiać, że stary zgred zniknie z centralnego placu miasta. Ktoś może pokręcić nosem, zamarudzić, że to opowieść nieprawdziwa, bo przecież kolejarz trzyma w dłoni rozkład jazdy ze Stargardu do Poznania. Ale de facto jest to dowodem w sprawie, gdyż niejeden świadek widział jak dziadyga wymachiwał tymże rozkładem przed nosem zestresowanego prezydenta, wołając: „Jakto? To wielkiepolskie Pyry mogą do nas jeździć, a nasze ińskie Kozy już nie?! Aczemu toniby?!”. Dlatego zamiast myśleć o tym jakim to pięknym posągiem zostaliście obdarowani, wyobraźcie sobie ludziska kochane – jak miło by było… pędzić latem ciuchcią do Ińska i, popijając ukradkiem połczyńskie piwko, śpiewać „Hymn kolejarzy wąskotorowych”, mając za oknem widoczki pięknej Ińszczyzny… Ale… Jak to mówią bracia Czesi…? To se ne…?

Poczytaj sobie

Tuesday, 6 September 2022

Reska maska. Prorok.

 

…z zeszytu skradzionego Wujowi z Cedyni:

„przyjdą prorocy przyjdą bogowie
co to odkryją co wszem wiadome
co z wyliczanki uczynią odę
co język złamią by kołkiem stanął
co ledwie przeklną to inni łykną
 
podąży chmara jak łysa wiara
zmyśli się myśl zbiesi się pieśń

tak będzie jutro a póki co
okryj się szczelnie kołdrą mieściny
i śpij i płyń śpiewaj i pij bo
przyjdą prorocy przyjdą bo…”

Poczytaj sobie

Wednesday, 31 August 2022

Chmury nad Starą Dobrzycą

 

W czasie gdy robiłem to zdjęcie przysiadł się do mnie na pomoście w Starej Dobrzycy czerstwy jegomość z niedopitą flaszką Bosmana w ręku. Po chwili zagadnął: „Taaa…, panie… Ciekawe dokąd te chmury tak zasuwają…?”. „Gdzieś tak w stronę Łobza” – rzekłem na odczepnego. Wtenczas on uczynił był z dłoni lunetkę, popatrzył przez nią dłuższą chwilę, po czym odrzekł: „Eeee… Nie… Na mój rozum, to nie do Łobeza… One raczej tak bardziej – w siną dal…”. Po czym wstał i rzekłszy „Szanowanie!”, oddalił się w siną dal.


Poczytaj sobie

Monday, 29 August 2022

....stary dom czasem śpiewa....

 

…z zeszytu skradzionego Wujowi z Cedyni:

„stary dom czasem śpiewa
pijackim głosem
pluje z rynsztoka
fajczy z lufcika
bywa że rzyga
złym słowem
a na kacu żre
zachłannie węgiel
uwiera go pod dachem
ściska na schodach
suszy w rurach
patrzy kaprawym oknem
na nowe bloki
kutafony bez fantazji
mruczy burczy
po czym przewraca się
w barłogu
i tyle go widzieli…”

Poczytaj sobie

Wednesday, 24 August 2022

Czerwona pręga pod Świdwinem.

 

Dzień był ponury. Postanowiłem tedy rozpuścić jego szarugę w bursztynie połczyna. A że czasu miałem wiele, pognałem po tego  połczyna aż do Połczyna, jako że w sklepie firmowym przy browarze mają zwykle ambrozję w pełnym wyborze. Za rogatkami Łobza zamachał do mnie…rasowy autostopowicz. Zabytkową książeczką, taką samą jak i ja machałem wiele, wiele lat temu. Wyglądał ja strach na wróble, tyle że lepiej utrzymany. Hippis na przyspieszonej emeryturze.
„Bierzepan nastopa czy nałebka?” – zapytał.
„Z dobrego serca” – odrzekłem pretensjonalnie.
Był to dziwny typ. Mówił, śmiesznie sklejając słowa, że zamarzyła mu się na stare lata sława, po czym uściślił, że chce odwiedzić dawno niewidzianego kolegę z wojska, mieszkającego w onej Sławie – pod Świdwinem.
„Paczpapanie: jakpiknie, jakmalowanie!” – zagadnął.
Akurat w chwili gdy zamierzałem przeklnąć brzydką pogodę. Ale miał zapewne na myśli urodę Łobeszczyzny.
Na widok wyłaniających się zza horyzontu silosów przed Byszewem zapiał z uznaniem: „Paczpapanie: jakiebanie!”, a kiedyśmy przekraczali pod Mielnicą Starą Regę, zawołał z nieudawanym zachwytem: „Paczpapanie: jakaśwejcaria!”. Zamku w Świdwinie jakby nie dostrzegł, za to widząc centrum wodne zacmokał: „Paczpapanie: jakarura! Musitam gorzałę przetaczają”. Kiedy kole lotniska ziewnął: „Paczpan… Iletu muchów…”, zrozumiałem iż ma na myśli lądujące odrzutowce, wyjątkowo tego dnia liczne. Ale zaraz potem ożywił się, wołając:„Paczpapanie: jaka marchiwa!”.
Wtenczas i ja zwróciłem uwagę na tę czerwoną pręgę. Zatrzymałem się, by pstryknąć fotkę. A on podszedł do tych stojących pod ścianą budynku jegomościów. Po chwili wrócił.
„Paczpapanie wózekmają nasprzedanie!”.
Wzruszyłem ramionami. Na co on: „Idotego, paczpapanie: jakpanwłaśnie akuratnie jedziesz! Powiedzielipanie dopołczyna prosto jakszczelił!”. Zapuściłem motor, a on jeszcze na odchodnym rzucił, nieco się zająknąwszy:
„Paczpa… Takato pręga krwawa dosławy prowadzi, że ja pierdziuuuu!!!”.
A od Sławy właśnie szła piękna pogoda.
I połczyn mi tego dnia zasmakował szczególnie.
Patrz pan, panie…

Poczytaj sobie

Friday, 19 August 2022

Ińskie Karaiby

 

Dawno, dawno temu, a może i dawniej, chudy jak maszt brygu sezonowy pirat ze Śląska, w ciut za obszernych tęczowych bermudach i w smolistej chustce na ryżym łbie, zsuwającej mu się fantazyjnie na jedno oko, ściskając w dłoni flaszkę po dopiero co wysączonym napoju rumopodobnym „Seniorita”, służącą mu teraz za lunetę do wypatrywania co ponętniejszych, smakowicie wysmażonych na mulatki wczasowiczek, przyśpiewując sobie lekko fałszywie „Sanofdżameeeejka!!!”, usiłował porwać w tan plaży co piękniejszy łan.
Skończyłoby się to zapewne jakąś większą chryją, może nawet i krwawą bitwą pod Sołtyskami – bo już ku niemu sunęły groźne miejscowe ludojady, gdyby w odpowiednim momencie nie wypłynął był od strony „Łącznościowca” wielgaśny płetwal błękitny w jednoczęściowym, dzierganym z elanowłóczki kostiumie kąpielowym, z którego można byłoby wykroić niezły włok do łapania marlinów pod Kajmanami.
„Wisiekchulero! – zawołał – Znowujżesz ciebie palma łodbiła, pierunie jełopiasty! Dawojno mietutaj!”.
Na to piracina zbladł niczym żagiel na słońcu, i rzekł, zezując na płetwala:
„Bacha: ma mama… Żona, znaczy się…”.
Po czym, jak szkuner, któremu orkan na Jamajce strzaskał ster i stępkę, podryfował ślamazarnie ku swej lubej Baszce, na odchodnym rzucając sentencjonalnie w tłum:
„Ciężka je rzyć, ale trza żyć!”.

Poczytaj sobie

Wednesday, 17 August 2022

Zachód słońca na Drodze Kota. Tuż za Reskiem.


  W tym miejscu, o tej samej porze, tyle że dawno, dawno temu, razem ze starszym bratem znaleźliśmy tajemniczy balon. A raczej to on nas znalazł, lądując niemalże na naszych głowach. Był to zachodni aerostat meteorologiczny, a może szpiegowski… Z tego cośmy odkryli w koszu oraz z samego balonu mój brat, sprytniejszy niż sam Pomysłowy Dobromir, sklecił kilka wariackich zabawek. Mówił, że dwa takie balony wystarczą do zbudowania rakiety na Księżyc. Z tego właśnie powodu jeszcze przez kilka kolejnych tygodni wymykałem się wieczorem na pole, mając nadzieję na upolowanie kolejnego aerostatu… i marząc o locie na Srebrny Glob. A było to jeszcze przed tym nim Orzeł wylądował (lub nie wylądował, jak dowodzą niektórzy…).

Poczytaj sobie

Friday, 12 August 2022

Ińskie Karaiby

 

Sosny na słonecznej plaży strzeliste niczym palmy, bezludna wyspa o rzut kamieniem, przejrzysta woda niesie „Bahama Mama”…
  Po cóż „po szerokim szukać świecie tego, co jest bardzo blisko”…?

Poczytaj sobie

Las. Tarcza do nieba.

 

…z zeszytu skradzionego Wujowi z Cedyni:

 „nie rozumiem ja lasu

aż tak jak pan leśniczy

który uczone układa plany

i palec wznosi wysoko

niby świnty na obrazie

czemuż zatem las

rozumie mnie a nie

pana leśniczego

czego?”

Poczytaj sobie

Tuesday, 26 July 2022

Kosze na plaży. Kołobrzeg.

 

… z zeszytu skradzionemu Wujowi z Cedyni*:

 

 „...a mię wtenczas smutek lata

zeszłego przymula kosmaci

siadam tedy na progu i plotę

kosze plotę i plotę plotę

... i tak aż do następnego lata…”

 

*(który dorabiał sobie czasem wikliniarstwem)

Poczytaj sobie

Monday, 30 May 2022

Gdzieś za Słowikowem, gdzieś za Mokronosem…

 

Kiedy byłem bardzo małym chłopcem… Gdzieś za Słowikowem kończył się świat. A nawet Wszechświat… Tam było Nic.

Kiedy byłem małym chłopcem… rzekł mi ojciec dnia pewnego tak: gdzieś za Słowikowem, gdzieś za Mokronosem… - tam dopiero zaczyna się świat! Inny świat.

Nic zniknęło. I tylko czasem trochę żal…

Poczytaj sobie

Linki

Twitter Facebook Instagram You Tube Behance wordpress RSS Feed Email Pinterest

Popular Posts

O blogu słów kilka

Drogi mają to do siebie, że zwykle plączą się niemiłosiernie. Moje drogi życiowe są zaś mocno splątane z zachodnią i środkową częścią Pomorza, które samo w sobie jest jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną Krainą Poplątanych Dróg. A dlaczego? Dowiesz się tego - wędrując drogami bloga mego!

Szukaj w blogu


About Me

My photo
Poplatanymi drogami idę przez życie...

Followers

BTemplates.com

Blogroll

About

Copyright © Kraina Poplątanych Dróg - kpdreskiego | Powered by Blogger
Design by Lizard Themes | Blogger Theme by Lasantha - PremiumBloggerTemplates.com